Kiedy mówimy „lokalne produkty”, mamy na myśli konkretnych ludzi: panią Halinę z Zagrody Podlasie, pana Zygmunta, który od 20 lat wędzi sery, i braci Nowak, u których kupujemy miód na desery. To ich praca wychodzi na Wasze talerze.
Zagroda Podlasie — twaróg i warzywa
Pani Halina prowadzi gospodarstwo pod Biedrzychowicami — 24 km od lokalu. Twaróg robi własnym sposobem, na zakwasie, który rodzina trzyma od lat 60. Do niej jeździmy po twaróg do pierogów, sezonowe warzywa i jajka z wolnego wybiegu.
Wędzarnia pana Zygmunta
Pod Cieszynem, w małej wędzarni przy lesie, pan Zygmunt wędzi sery i wędliny na drewnie bukowym. Jego wędzony oscypek-tradycja to nasz hit deski serów — goście pytają, skąd go bierzemy, od 15 lat.
Pasieka braci Nowak
Dwa pokolenia pszczelarzy z okolic Strzegomia. Miód spadziowy używamy w deserach i koktajlach, a wosk pszczeli w domowych kosmetykach do rąk naszej obsługi — bo twarda praca wymaga pielęgnacji.
Mój twaróg jeździ do Wrocławia od 12 lat. Wiem, że u nich trafia na dobre ręce.
Rzemieślnicy, nie dostawcy
Z każdym z naszych partnerów rozmawiamy osobiście — nie przez firmę logistyczną. Kiedy pani Halina mówi, że marchewka w tym roku wyszła słodka jak nigdy, szef pisze specjalne danie pod nią. Tak działa sezonowość: nie moda, a rozmowa.
Dlaczego to działa ekonomicznie
Krótszy łańcuch dostaw oznacza świeższe produkty i przewidywalne ceny — stała relacja zamiast wahadeł rynku. My mamy jakość, rolnicy mają pewny odbiór, goście mają smak, którego nie da się podrobić.
